W CO SIĘ BAWIĆ?

Światła, barwy, wydarzenia zmieniają się jak w kalejdoskopie. Czy to puzzle układane przez Guliwera? Czy KTOŚ przestawił czas na PRZYŚPIESZONY? Już nie wystarczy rytm serca, kolejność następujących po sobie dni. Trzeba wszystko zmiksować, odrealnić, wzmocnić, ożywić. Inaczej pozostaje niezauważone, nijakie-NIE ISTNIEJE.

Czy rzeczywiście nadchodzi czas pajdokracji-rządów dzieci? Świat kolorowych klocków-billboardów, zabaw w wyliczankę „kto nadąży”, kolorowych wycinanek-reklam składa się na naszą codzienność, tylko, KTO SIĘ BAWI?
Maciej Miezian w swoim zbiorku krótkich esejów pt. „Postmodernistyczny zmierzch cywilizacji” , z których niektóre bardzo mi się podobały, napisał:

„Świat wymyka się powoli z rąk dorosłych, którzy nie są w stanie nadążyć za rozwojem cywilizacji… W poniedziałek nasz zakład jeszcze istnieje, we wtorek już go nie ma. Dla dorosłych to szok, ale dla dzieci-żywioł. One dobrze wiedzą, że śmietnik może być czołgiem, okrętem lub twierdzą surinamską”.

Zależy tylko, w co się bawimy?

Ta labilność, zmiana kontekstu znana jest w sztuce już co najmniej od czasu dadaistów i ma się dobrze do dzisiaj. Nie twierdzę, że to coś złego. Happeningi, performances, zaskakujące instalacje, odrealnione przedmioty wspaniale ożywiają naszą percepcję, zostawiając daleko w tyle schematyczne myślenie, przyzwyczajenia i codzienność.
Zwracam tylko uwagę na skalę. Jeżeli kręcimy się jak kolorowy bączek wokół różowych i seledynowych, żelowych dekoracji, stajemy się sami jej elementami, gdzie łatwo zgubić sens, a już na pewno pominąć to, co ważne. Niebanalne skojarzenia, uniwersalne treści można znaleźć w cichym wierszu, niewielkich rozmiarów pejzażu czy refleksyjnej muzyce. Bo czyż nie wpływają na naszą wyobraźnię chociażby nazwy farb, które pojawiły się na rynku w latach 1802-1840:

Błękit kobaltowy
Żółcień chromowa
Żółcień cytrynowa jasna
Oranż chromowy
Zieleń szmaragdowa
Syntetyczna ultramaryna
Biel chińska
Zieleń chromowa
Żółcień barytowa
Czerwień chromowa?

(P.Johnson-„Twórcy”)

Przedwielkanocny czas to dobry moment na chwilę refleksji. Nie musimy dokonywać analizy i podsumowania całego życia (kto to udźwignie?!), ale proponuję krótką podróż w głąb siebie. Mnie skłoniły do tego ostatnio przeczytane książki: wspomniane już eseje M. Mieziana, „Twórcy” P. Johnsona i „Vademecum dobrej spowiedzi ” Ks. Zbigniewa Sobolewskiego i obejrzane filmy: „Wątpliwości”, „Droga do szczęścia”, „Bracia Karamazow”, no i wreszcie oscarowy „Slumdog”. Nie wspominam już wizyt w warszawskich galeriach, bo było tego dużo, ale o tym przy innej okazji….